Portal Duszpasterstwa Powołań OO. Bernardynów
Licznik
Do dni skupienia

w klasztorze w Leżajsku
Ankieta
Jakie odkrywasz (bądź już realizujesz) swoje życiowe powołanie?

W małżeństwie/rodzinie

W życiu zakonnym

w życiu zakonnym i kapłańskim

w życiu kapłańskim

W stanie wolnym

Jeszcze nie wiem

Droga Krzyżowa w intencji powołań
Wprowadzenie
Panie Jezu, nasz Mistrzu, wyruszamy tej nocy, czuwając z Tobą i Twoją Matką Maryją na tym szczególnym miejscu, przez Ciebie wybranym – Kalwarii.
Twój Sługa, bł. Jan Paweł II, tutaj na Kalwarii wyznał: „Najczęściej przybywałem tutaj sam (...) Kalwaria ma to do siebie, że się można łatwo ukryć. Więc przychodziłem sam i wędrowałem po dróżkach Pana Jezusa i Jego Matki, rozpamiętywałem ich najświętsze tajemnice. To jest zupełnie przedziwna rzecz – te dróżki... A oprócz tego polecałem Panu Jezusowi przez Maryję sprawy szczególnie trudne i sprawy szczególnie odpowiedzialne w całym moim posługiwaniu biskupim, potem kardynalskim. Widziałem, że coraz częściej muszę tu przychodzić, bo, po pierwsze, spraw takich było coraz więcej, a po drugie – dziwna rzecz – one się zwykle rozwiązywały po takim moim nawiedzeniu na dróżkach. Mogę wam dzisiaj powiedzieć, moi drodzy, że prawie żadna z tych spraw, które czasem niepokoją serce biskupa, a w każdym razie pobudzają jego poczucie odpowiedzialności, nie dojrzała inaczej, jak tutaj, przez domodlenie jej w obliczu Wielkiej Tajemnicy wiary, jaką Kalwaria kryje w sobie” (I pielgrzymka do Kalwarii Zeb., 7 VI 1979 r.).
Panie Jezu, bł. Jan Paweł II dał nam przykład tu na Kalwaryjskich Dróżkach, jak iść za Tobą i u Ciebie szukać rozwiązań wszystkich spraw, które tutaj przed Tobą „domadlał”. I my – osoby różnych stanów: kapłani, osoby konsekrowane, małżonkowie, rodzice, młodzi, dzieci, pragniemy iść za Tobą i Twoją Matką Maryją, by „domodlić” na Drodze Krzyżowej – intencje wszystkich powołanych oraz młodych ludzi, stających przed wyborem drogi życiowej.
o. Zefiryn Mazur, OO. Bernardyni, Kalwaria Zebrzydowska

Stacja I
Jezus na śmierć skazany
Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w nim żadnej winy. Jezus wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: Oto człowiek. Gdy go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! Rzekł do nich Piłat: Weźcie go i sami ukrzyżujcie. Ja bowiem nie znajduję w nim żadnej winy.
Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.
Zaliczono go w szereg złoczyńców.
Z orędzia Jana Pawła II na XVI ŚDM: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i nich Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). Słowa te wyrażają pewien radykalizm wyboru, który nie dopuszcza zwłoki i odwrotów (...). I dzisiaj słowa te wydają się być jeszcze skandalem i szaleństwem. A jednak to z nimi należy się skonfrontować, skoro droga, którą wyznaczył Bóg dla swojego Syna, jest tą samą, którą winien przebyć uczeń decydujący się Go naśladować. Nie ma dwóch dróg, ale tylko jedna: ta przebyta przez Mistrza. Uczniowi nie wolno wyszukiwać innej.
Panie, wziąłeś go na ramiona. Bez słowa skargi. Jak zawsze – cicho i pokornie. Musiał być ciężki, ciężka belka gniecie ciężarem wbija drzazgami. A mimo to niosłeś. Nie zepchnąłeś go do przydrożnego rowu nie zrezygnowałeś ze zobowiązań i nie uciekłeś. Dlaczego niosłeś?
Gdybyś go porzucił miałbym wytłumaczenie, że czasem chcę porzucić mój własny. Ale zawstydzasz mnie i niesiesz go cierpliwie. Boję się krzyża Panie – krzyża mijającego czasu, choroby i pustego miejsca przy stole; boję się krzyża nieporozumień, niedomówień. Boję się krzyża trudniejszej miłości, nauki, wiary, krzyża podejmowania decyzji. Wybieram drogę łatwizny, która czyni mnie słabym, bezwolnym – w sumie – żadnym. I zawstydzasz mnie, bo Ty nie odrzucasz ciężaru od którego ja uciekam. A przecież siłę kształtuje przyjmowanie, a nie odrzucanie ciężaru – krzyża. Ty niesiesz krzyż, by mój strach zamienić w zaufanie, bym uczył się przyjmować ciężar nauki, miłości, wiary i nie dała się oszukać pokusie łatwizny. Niesiesz krzyż, by uratować we mnie człowieka. Panie – nie pozwól mi porzucić krzyża, nie pozwól mi stać się nikim.
Panie Jezu Chryste, daj łaskę odważnego wzięcia mojego życia w swoje ręce. Daj łaskę bym umiał brać każdego dnia na nowo krzyż dnia codziennego, codziennych wyborów Ciebie. Daj mi usłyszeć Twój głos i dostrzec z odwagą wielkość mojego powołania. Daj siłę pójścia za twoim głosem, bym nie lękał się Tobie zawierzyć i bym szedł za Tobą każdego dnia i w każdej sytuacji. Amen.
S. Agnieszka, SS. Maryi Niepokalanej, Wieliczka

Stacja II
Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
Z Zasad Życiowych Instytutu Świeckiego Chrystusa Króla: „Idąc za Chrystusem Królem, poznając Go coraz bliżej i starając się Go naśladować, chcemy dostrzegać Jego obraz w każdym spotkanym człowieku, szukając i ceniąc to, co w nim dobre, szanując indywidualność, obdarzając zaufaniem. Tak jak On został posłany, aby zgromadzić w jedno dzieci Boże, pragniemy być w naszych środowiskach tymi, co łączą a nie dzielą i tak przez postawę braterską gromadzić ludzi we wspólnotę Królestwa Bożego”.
Krzyż nie jest sprawą ogólną. To tysiące drobnych sytuacji, które rozgrywają się w określonym miejscu i czasie.
Wziąć krzyż na swoje ramiona znaczy dbać o sprawy konkretne, nie bać się codziennych trudności, podchodzić do nich zawsze z Jezusem i Maryją.
Może wydaje się mi, że jestem niezdolny do wielu zadań i trudów, do wyznania wiary, do zajęcia własnego stanowiska.
Pomyślę: nie idę sam, mój krzyż niesie mój Bóg. Jest nas dwoje – On i ja. Nigdy nie jestem samotny. Jest ze mną Chrystus. Idziemy razem.
Panie Jezu spraw, abym podejmował krzyż swoich obowiązków.
Elżbieta Reguła, Instytut Świecki Chrystusa Króla, Ruda Śląska

Stacja III
Pan Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem
Pan Jezus idzie na Kalwarię... z miłości podjął trud dźwigania drzewa krzyża... dla mnie i dla moich braci i sióstr, abyśmy mieli życie. Idzie wytrwale, ale przez wielu jest popychany, szarpany... zamiast być wspierany – słyszy bluźniercze słowa, widzi bluźniercze gesty.... On Król Miłości i Życia, Dobry Pasterz, Ten, który uzdrawiał, pocieszał, szukał, podnosił...wyczerpany upada w proch ziemi.
Upada, bo jest człowiekiem, ale powstaje, bo jest Bogiem, bo jest w Nim moc Boża. Nawet tu chce mnie o czymś pouczyć... coś mi powiedzieć...Upada, bym zapamiętał to na zawsze, że jeżeli tylko na sobie będę polegał zawsze upadnę.
Swoim powstaniem z upadku poucza mnie, bym wiedział, że w Nim jest moc i łaska... On już pierwszy doświadczył tego, co ludzkie, co moje... On chce być moją siłą... pragnie podnieść mnie z każdego upadku.
Powołaniem Siostry Benedyktynki Samarytanki Krzyża Chrystusowego jest przyprowadzać do Boga tych, którzy przez grzech oddalili się od Niego. Mamy „dźwigać z ruin dusze ludzkie”, szukać tych, którzy upadli i stracili nadzieję na możliwość wyjścia z ciemności grzechu, powstania ku drodze prawdy i miłości... Mamy dbać i zabiegać o życie Boże w sobie i w bliźnich.
Sługa Boża Matka Wincenta Jadwiga Jaroszewska, nasza Założycielka mówi: „Piękność duszy to blask promieni Bożych. Skąpana w łasce poświęcającej jaśnieje pięknem Bożym. Piękna tego potąd, pokąd zjednoczona z Bogiem”.
Dlatego realizując charyzmat Zgromadzenia, pragniemy wielbić Bożą Sprawiedliwość, która najpełniej objawiła się w dziele zbawczym Chrystusa. Bóg zatroskany o piękno i pełnię życia każdego człowieka, w swej sprawiedliwości okazuje nam bezmiar swego miłosierdzia. Bóg jest Miłością! Dla naszego zbawienia ofiarowuje i przyjmuje dar życia, męki i śmierci swego Syna...
Serce Jezusa, źródło życia i świętości, z Ciebie pragniemy czerpać moc, by mieć siłę do powstawania z upadków oraz, by nasze życie było trwaniem w Tobie, by jaśniało Twoim pięknem – Bożym pięknem przez całą wieczność..
S. Anuncjata, SS. Benedyktynki Samarytanki, Niegów

Stacja IV
Spotkanie Jezusa z Matką
Jezus i Matka... Spotkanie na Krzyżowej Drodze. Spotkanie Miłości, l tylko jedno spojrzenie w oczy; bez słów, bez gestów. Spojrzenie Miłości, ale i spojrzenie wiary. Oczy Maryi są tak bardzo przeniknięte wiarą. Bo oto patrzy na Swego Syna, którego nosiła pod sercem; który jest Synem Zwiastowania; Owocem Jej wiary w Słowo Ojca; w to. że Bóg wypełnia Swoje obietnice.
Matka widzi zakrwawione Oblicze Jezusa... Lecz patrzy z wiarą, która nie pozwala Jej rozpaczać. Skąd te łzy? To nie rozpacz, to tylko ból rozdziera Jej matczyne Serce, które patrzy w głąb Serca Syna zranionego przez ludzki grzech.. Ta Matczyna wiara w Boga i wiara Bogu to echo słów: „Błogosławiona jesteś... Pełna Łaski... Pan z Tobą... Nie bój się...”; słów, których Maryja się uchwyciła i nawet w chwili takiego cierpienia uwierzyła nadziei wbrew nadziei...
Maryjo, Matko wiary i nas wierzących! Bądź z nami na naszych kalwaryjskich drogach. Bądź z nami, gdy nie umiemy– jak Ty– w skrwawionych cierpieniem twarzach spotkanych ludzi widzieć Oblicza Twojego Syna... Bądź z nami, gdy nasza wiara tli się tylko małą iskierką albo kiedy już całkiem brakuje nadziei... Bądź z nami, Maryjo ze spotkania z Jezusem! Byśmy umieli tak bez słów dawać innym miłość i wiarę. Byśmy umieli zaufać Bogu nawet wtedy, gdy ból rozdziera nasze serca...
Maryjo, Matko wiary i nas wierzących – módl się za nami!
Ty, któraś współcierpiała,
Matko Bolesna przyczyń się za nami...
S. Amabilis, SS. Orionistki, Koło

Stacja V
Szymon pomaga nieść krzyż Jezusowi
„Kiedy wyprowadzili Go – mówi św. Łukasz przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola i nałożyli na niego krzyż aby niósł go za Jezusem”.
Szymon nie od razu stał się tym, którego podziwia cała ludzkość bo pomógł Jezusowi, widział krzyż jako przekleństwo, wzbraniał się, bał się...
Ale ten ciężar, którego tak bardzo się lękał odmienił całe jego życie, doświadczenie łaski było niepojęte. Wyciągnięta pomocna dłoń... do Jezusa, do potrzebującego, do dziecka, do sieroty i wdowy, do opuszczonych,, – jest zawsze znakiem nadziei.
To nie my kierujemy naszym życiem, nie my wyznaczamy jego ścieżki – to ON staje na naszej drodze prosząc o nasze oczy, ręce, serce, o nasze życie, które przecież i tak do Niego należy.
Boisz się, jak Szymon na krzyżowej drodze. Nie chcesz nieść krzyża, bo za ciężki, bo niewygodny, bo niemodny. Lękasz się ludzi, bo mówią, że ta droga skazana jest na porażkę, że przekreśla Twoje ambicje i plany. Nie chcesz aby pokazywano cię palcami jak Jezusa bo przecież od razu widać z Kim idziesz! A mimo to jest w Tobie niepokój, że możesz utracić to co najcenniejsze, że tylko ta jedna droga prowadzi do właściwego celu. Jaka będzie Twoja odpowiedź?
Sługa Boży ks. Robert Spiske mówił, że w oczach dziecka można dostrzec niebo, Szymon dostrzegł niebo w oczach Jezusa, czy potrafisz zobaczyć niebo w oczach bliźniego?
Wyciągnij rękę do tych którym możesz służyć – jak Szymon do krzyża,
wyciągnij rękę i idź z Jezusem – niosąc Jego krzyż,
wyciągnij rękę i pozbądź się strachu – o dziś i o juto, o siebie i o ludzi.
Wyciągnij rękę i zobacz jak miłość do Krzyża Cię przenika, jak stajesz się prawdziwym sługą swego Mistrza.
S. Celina, SS. Jadwiżanki Śląskie, Katowice

Stacja VI
Weronika ociera twarz Panu Jezusowi
Z Orędzia bł. Jana Pawła II na XVI ŚDM 2001: „Jezus nie żąda wyrzeczenia się życia, ale przyjęcia go w takiej nowości i pełni, którą tylko On dać może. Człowiek w głębi swojego jestestwa zakorzenił tendencję do „myślenia o sobie samym”, umieszczania własnej osoby w centrum spraw jako miary wszystkiego. Kto naśladuje Chrystusa odrzuca jednak to koncentrowanie się na sobie samym i nie ocenia rzeczy w oparciu o własne korzyści. Przeżywa swoje życie w kategoriach daru i bezinteresowności, a nie zdobyczy i posiadania. Życie prawdziwe wyraża się bowiem w darze z siebie, co jest owocem łaski Chrystusa: życie wolne, we wspólnocie
z Bogiem i z braćmi”.
Tobie Weroniko udało się pokonać tę koncentrację na sobie. Zwyczajny odruch serca sprawił, że potrafiłaś przekroczyć siebie, wyjść poza własną korzyść, by przynieść trochę ulgi Umęczonemu Jezusowi. Na pewno dziwnie na ciebie patrzyli, może nawet kpili i zapewne też zdenerwowałaś żołnierzy. Pozornie – wiele straciłaś. O ile jednak bogatsza wróciłaś z tego spotkania. Łaska Chrystusa dotknęła cię podwójnie. Odeszłaś z Jego Obliczem na chuście i jeszcze piękniejszym, wymalowanym
w duszy. Chrystus naznaczył Cię szczególnym błogosławieństwem. Pochylenie nad potrzebującym, ofiara z siebie, nigdy nie pozostawia mnie taką samą, jak przedtem. Dar z siebie samej dla innych to zanurzenie w Bożym błogosławieństwie.
Prośmy Dobrego Boga za nas powołanych, byśmy na wzór św. Weroniki potrafili rezygnować z siebie, by siebie dać bez granic wszystkim do których jesteśmy posłani. Prośmy też za młodych, aby nie bali się rezygnować z siebie..
SS. Służebniczki Dębickie, Krościenko n. D.,
za: ks. Jan Usiądek, „Z Jezusem przez życie”

Stacja VII
Jezus upada po raz drugi pod krzyżem
Założyciel Zgromadzenia Księży Sercanów o. Jan Leon Dehon tak pisał o Męce Jezusa: „Jego Męka jest arcydziełem miłości Serca Chrystusowego. W tajemnicy Męki jest ono prawdziwie księgą zapisaną od „wewnątrz” i na „zewnątrz”. Jej jedynym słowem jest Miłość. Nie zadowalajmy się jednak zewnętrznym odczytaniem i podziwianiem tego boskiego pisma. Jeśli zagłębimy się w samo Serce Zbawiciela ujrzymy wspaniałą, nie dającą się zgasić miłość Jezusa, który za nic uważa własne cierpienie, niestrudzenie składając się w ofierze. Łaską właściwą przyjaciołom Serca Jezusowego jest dostrzeżenie, pod osłoną tajemnic, miłości Chrystusa. Gdzie ją dojrzymy lepiej niż w męce?”
Upadamy na naszej życiowej drodze nie tyle z powodu naszych grzechów, co przez brak miłości, jaki okazujemy naszemu Bogu, naszym braciom, naszym siostrom.
Jezus upada pod Krzyżem po raz drugi bo zabrakło kogoś kto mógłby Go podtrzymać. Zabrakło miłości, bo ona chroni przed upadkiem nie tylko mnie, ale tych którzy są wokół mnie. Miłość nie boi się uniżenia. Miłość przygniotła twarz Jezusa do ziemi przy bolesnym upadku. Miłość kazała Jezusowi powstać i ruszyć dalej, aby zbawić każdego z nas, Miłość uskrzydla. Na końcu pozostanie tylko Miłość.
Ks. Damian Płatek, Księża Sercanie, Stadniki

Stacja VIII
Spotkanie Jezusa z płaczącymi niewiastami
„Córki Jerozolimskie...płaczcie raczej nad sobą i waszymi dziećmi” (Łk 23, 28)
Tak Panie, pokazujesz nam w tej stacji serca kobiet współczujących i współcierpiących z Tobą w niesieniu krzyża. Serca nasz są wrażliwe na krzywdę i twarze nasze obmywają łzy cierpienia z bólu. Niemoc czynu powoduje, że serca krwawią z żalu. A Ty patrzysz na nas z miłością i mówisz, abyśmy przyjrzeli się dogłębnie sobie. Podjęli próbę przemiany wewnętrznej, zdjęli z siebie smutek, rozgoryczenie i ujrzeli Boga cierpiącego w nas. Ranionego przez nas próżnością, egoizmem, pychą, przywiązankami do życia ziemskiego. Zapominamy, dla kogo jesteśmy stworzeni – że dla Stolicy Niebieskiej. A my oślepieni sprawami przyziemnymi zatraciliśmy spojrzenia ku Niebu, ku Bogu, który jest Miłością.
Panie, naucz nas skruchy, doskonałego żalu, abyśmy uświęcali się, a nasze rodziny prowadzili do wiecznej szczęśliwości i nie skupiali się na sobie, własnych ideałach, krótkich radościach bytowania ziemskiego. Pomóż nam, Panie zjednoczyć się z Tobą, oddając siebie samych, swoje myśli, pragnienia, mowę i czyny tylko Tobie Stwórcy. Wzbudź w nas całkowity zwrot ku Tobie i oddanie się w pełni, ufając Twojej bezgranicznej miłości, płynącej z Nieba.
Panie Jezu, niech czyny ratowania dusz ludzkich staną się naszą myślą przewodnią tu na ziemi, abyśmy osiągnęli wraz z Tobą cel ostateczny, jakim jest Niebo i pociągnęli za sobą rzesze innych. Niech przemiana naszych serc potwierdzi się w naszych czynach, a nie tylko poziomie pragnienia i współczucia do ludzi, którzy pogubili się. Niech spotęguje się nasze działanie w łasce Bożej, aby ich i siebie ratować. Żyjmy nieustannym aktem miłości s. Konsolaty: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”.
Ewa i Sławek Śmigielscy, Łódź

Stacja IX
Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci
Jezus upadł. Upadł trzeci raz. Upadł pod ciężarem moich, i twoich grzechów. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? BÓG upadł i leży na ziemi.
Kiedy czasem przychodzimy zmęczeni ze szkoły, pracy, obowiązków, mamy ochotę wszystko rzucić w kąt i zająć się odpoczynkiem, własnym relaksem.
A spójrz, bracie i siostro, na Jezusa.
Jest po procesie sądowym, biczowaniu, koronowaniu cierniem, po dwóch bolesnych upadkach. I teraz kolejnym. Leży przygnieciony krzyżem. Jest zmęczony, wycieńczony, ale mimo to wstaje i idzie dalej. Mimo trudu i wysiłku. Idzie, bo wie, że tam, za kilka kroków, jest Golgota. A na Golgocie czeka Go śmierć z miłości do nas i za nas. To jest Cena naszego zbawienia!
To jest wielka i prawdziwa Miłość dająca nam życie wieczne!
Upadek Jezusa pod krzyżem powinien być dla nas wyrzutem sumienia, aby nie trwać w grzechach, ale jak najprędzej powstawać z nich po to, aby pojednać się z Bogiem w Sakramencie Pokuty i odzyskać utracone miano „Dziecka Bożego”.
,,Bo kochać, to znaczy powstawać”.Jak często o tym zapominamy, że w człowieku leżącym na ulicy, w bezdomnym, może nawet i w pijanym jest Jezus. Wtedy nierzadko wyśmiewamy takich ludzi, kpimy z nich, sądzimy pozorami, biczujemy przekleństwami, koronujemy złym słowem…
A Jezus mówi: ,,Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Niech to zdanie, wypowiedziane przez naszego Mistrza i Pana będzie dla nas, w trwającym Roku Wiary wezwaniem i zadaniem do odkrywania Oblicza Jezusa w ludziach najbardziej potrzebujących i odrzuconych – w tych najmniejszych. W ludziach, o których świat dzisiejszy może już zapomniał.
„Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie”.
Mateusz Czub, Słączno

Stacja X
Jezus z szat obnażony
Do czego zdolny jest człowiek! Wystawia Jezusa na pośmiewisko, poniżenie, wzgardę i szyderstwo. Jezus przyjmuje to z miłością do człowieka, aby wybawić go od zguby i pouczyć, że Królestwo Boże zdobywamy za cenę ogołocenia, ubóstwa i posłuszeństwa.
Bł. M. Angela Truszkowska założycielka Sióstr Felicjanek do jednej z Sióstr napisała: „Dziękuj Panu, że pozbawiona jesteś wszystkiego, bo właśnie to znosząc i w tym się jednocząc z Wolą Bożą, najprędzej i najpełniej znajdziesz Pana Jezusa. Wierz mi, drogie dziecko, że gdzie jest posłuszeństwo i cierpienie, tam, niezawodnie Pan Jezus znajduje rozkosz Swoją, wiec ją znajduje w Twym sercu, bo Ty pełnisz posłuszeństwo, a przy tym cierpisz.”
Czy ja w chwilach wzgardy i wyśmiania potrafię iść za Jezusem? Czy w moim życiu objawia się Jezus całą prawdą ubóstwa, czystości i posłuszeństwa? Czy w moim sercu Jezus znajduje rozkosz Swoją?
S. Inga, SS. Felicjanki, Kraków

Stacja XI
Pan Jezus do Krzyża przybity
Chrystus dobrowolnie podaje swoje ręce i nogi katom, nie jak skazaniec, ale jak cichy baranek ofiarny. On chce do końca wypełnić wolę Ojca. Dopełnić ceny zbawienia. Oddaje swoje życie, aby je znowu odzyskać i to odzyskać wraz z wszystkimi, których swoją krwią odkupił.
My również chcemy odzyskać swoje życie w Chrystusie, dlatego teraz wpatrujemy się w Jego przybite ręce i nogi i rozważamy słowa:
Ci którzy należą do Jezusa Chrystusa ukrzyżowali swoje ciała wraz z jego namiętnościami.
Trzy namiętności chcą zniewolić człowieka i trzy gwoździe rad ewangelicznych Chrystus podaje na lekarstwo dla świata. Na chciwość antidotum ubóstwa, na pychę posłuszeństwo, a na pożądliwość cielesną lekarstwem jest czystość.
Choć do praktykowania tych rad Bóg zaprasza wszystkich to potrzebuje też tych, którzy przez śluby zakonne zechcą wraz z Nim składać ofiarę za nieczystość świata.
W tej stacji prosimy Cię Boże przymnij nasze życie, modlitwę i słabości i daj łaskę nawrócenia pogrążonym w grzechach nieczystości, których siostry Pasterzanki obejmują swoim charyzmatem.
S. Danuta, SS. Pasterzanki, Piaseczno

Stacja XII
Pan Jezus umiera na krzyżu
„Przeszło 3 godziny wisi Pan Jezus na krzyżu. Męka Jego coraz się potęguje. Ciało zwiesza się z krzyża coraz bardziej bezwładnie. Oblicze staje się coraz bledsze, a bruzdy, którymi krew spływa coraz ciemniejsze i wyrazistsze. Twarz się wydłużyła, rysy stały się delikatniejsze i ostrzejsze, policzki zapadły, a przez otwarte sine usta można było widzieć język. Oczy nabiegłe krwią patrzyły w bezkresną dal. Chrystus rozmawiał duchem z Ojcem Niebieskim. Nagle drgnął, skierował wzrok ku niebu z uczuciem rozczulającej dziecięcej ufności i miłości, z poddaniem się woli Ojca potężnym głosem zawołał: „Ojcze w ręce twoje oddaję ducha mego”. Potem skłonił głowę i skonał.”
I dla mnie nadejdzie kiedyś chwila opuszczenia tego świata i przeniesienia się do wieczności. Nie rozumiem po co bym żył, gdybym nie żył wiecznie, życie moje byłoby bezcelowe, bezsensowne. Będę tak żył bym w chwili śmierci z mocną wiarą w nieśmiertelność mógł powiedzieć: „Ojcze mój, który mnie broniłeś od złego i zbawiasz od największego zła śmierci wiecznej, w ręce twoje oddaję ducha mego.”
S. Augustyna, SS. Faustynki, Łódź

Stacja XIII
Jezus zdjęty z krzyża i złożony w ramiona swej Matki
Myśląc o Matce Bożej Bolesnej chyba najczęściej przywołujemy obraz zdjęcia z krzyża. Pomaga nam w tym, jakże bogata, sztuka sakralna, ukazująca Maryję trzymającą w objęciach martwe ciało Jezusa. Właśnie ta scena jest najczęściej kojarzona z Maryją czczoną w tajemnicach Jej boleści. Nie bez powodu mówimy o człowieku przeżywającym swoje cierpienia: zdjęty z krzyża. Patrząc na zbolałe oczy Maryi, widzące śmierć swego zmasakrowanego Syna, chyba zaczynamy rozumieć znaczenie tego powiedzenia. Maryja przybita sercem do krzyża jest razem z Nim teraz z niego zdjęta, Jej serce jest przebite na wskroś mieczem boleści. Dlatego właśnie ten moment posłużył artystom dla wyrażenia boleści Maryi.
Wystarczy tu wspomnieć chociażby słynną Pietę Michała Anioła. Zbolałe, spuchnięte od cierpienia oczy Matki Bożej są teraz utkwione w martwe oblicze Zbawiciela. Z pewnością mimo wszystko jest to spojrzenie pełne wiary i nadziei na spełnienie się obietnic. Jej cierpienie jest spowodowane w głównej mierze samym widokiem umęczonego, zeszpeconego nieludzko Zbawiciela. Właśnie w tym ciele spełnia się przepowiednia proroka Izajasza, jego Pieśń o wiernym Słudze Jahwe. A skoro tak, to owa przepowiednia kończy się obietnicą wywyższenia i zwycięstwa (por. Iz 52, 13-15), na którą Maryja w ciszy i przeżywanym bólu oczekuje. Być może w tym momencie przypomina sobie jak tuliła Jezusa do piersi zaraz po urodzeniu, rozważając w sercu kim będzie to Dziecię. A teraz zbawcza misja Chrystusa dobiega końca.
Obecnie na łonie Najświętszej Maryi Panny spoczywa niepozorne, wątłe, zakrwawione i wykrzywione grymasem śmierci ciało Jezusa. Taka właśnie była droga Wcielonego Boga. Bóg wybrał to co małe i to co nie jest, aby z tej nicości i ludzkiej porażki, największego błędu człowieka, jakim było zabicie Boga, wyprowadzić największe dobro, zbawienie człowieka.
Czasem trzeba doświadczyć maksymalnej, ludzkiej bezradności, aby uwierzyć w moc i chwałę Boga. Potrzeba tego czasu cierpienia, aby dojrzeć w wierze ku spotkaniu z Chrystusem Zwycięzcą i Odkupicielem człowieka. Nie lękaj się w tych momentach jest z tobą Bolesna Matka.
Br. Grzegorz Matlak, Bracia Doloryści, Józefów

Stacja XIV
Złożenie Ciała P. Jezusa do grobu
Jezu zostałeś złożony do grobu i po ludzku wydawało się, że to już koniec. Utracona wszelka nadzieja.
Tymczasem grób, to nie tylko zimno i śmierć, cisza i milczenie, pustka, zakończenie czegoś.
Zmartwychwstałeś i chwała Twego Zmartwychwstania trwa na wieki.!
Grób to czas na przemianę ze śmierci do życia, to początek czegoś nowego, to czas potrzebny, aby dojrzeć, zrozumieć, powstać, odmienić coś w życiu, iść z nowym zapałem…
Nie bójmy się w naszym życiu grobów: grobu upadku i słabości, ciężarów nie do uniesienia, grobu pustki wypełniającej niekiedy nasze serca, grobu ciemności, niespełnionych obietnic, zniechęcenia a niekiedy bezsensu i zwątpienia.
Żyjmy nadzieją, że Jezus w nas Zmartwychwstanie!
Dziś już żyjmy jutrem. Jesteśmy zbawieni, ale ilu ludzi pociągniemy do Chrystusa, ilu ludziom wskażemy szlak do Jego kochającego Serca?
Nasz Św. Założyciel ks. Zygmunt Gorazdowski pisał: „Nie pokładaj ufności, ani w swoim rozumie, ani w twoich dobrych postanowieniach, ale pokładaj ją w łasce Bożej, bo bez niej niczego dobrego, nawet pomyśleć nie możesz”.
Jezu czekamy na twą łaskę, spraw, aby ludzkość ocknęła się z marazmu niewiary, pychy i samowystarczalności i poszła szukać Cię na drogach życia, i odnalazła Cię żyjącego pośród nas. Otwieraj serca młodych, aby rozpoznali i odpowiedzieli na głos Twojego wezwania, wybierali życie wychodząc z grobów: wygody, egoizmu i nałogów. Napełnij ich serce nadzieją, że dla Ciebie warto oddać życie, że tylko w Tobie jest źródło szczęścia i radości.
S. Anna, Siostry Józefitki, Kraków

Stacja XV
Droga Krzyżowa
Jeśli odważnie i uczciwie sięgniemy po ewangelie, opisujące postawy ludzi, spotykających Chrystusa po Jego Zmartwychwstaniu, będziemy mogli je streścić – zwłaszcza w tej pierwszej fazie spotkań – dość krótko: pesymizm, strach, niewiara i niepewność. Mimo, że ten cudowny fakt Pan Jezus wcześniej zapowiedział, gdy pusty grób okazał się rzeczywistością, potwierdzoną spotkaniami ze Zbawicielem – trzeba było wielu słów i znaków Nauczyciela, a także dnia Zesłania Ducha Świętego, by Apostołowie nareszcie poszli głosić światu tę radosną wieść.
Skąd brał się kiedyś i bierze obecnie ów opór wobec wielkanocnej Tajemnicy? Czy to jest tylko zwykłe lenistwo i laicyzacja życia? Prawdopodobnie z przekonania, że skoro uzna się cud zmartwychwstania, trzeba będzie konsekwentnie przyjąć całą naukę Chrystusa, a w związku z tym zrewolucjonizować swoje życie! Okazało się bowiem, że wiara w Zmartwychwstałego Pana nie może być tylko piękną teorią, która nie ma właściwie żadnego wpływu na codzienność; usta wypowiedzą wyuczone słowa, a życie pójdzie swoją drogą.
Wiara w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny prowadzi do uznania prawdy o czekającej każdego z nas śmierci, o sądzie Bożym i możliwości nagrody lub kary wiecznej! Wygodniej o tym nie myśleć.
Sięgnijmy do słów ks. biskupa Józefa Zawitkowskiego: „Czy to możliwe, aby powstrzymać jeszcze raz rwącą rzekę zła? Aby jeszcze uratować człowieka, aby ocalić tę ziemię? Tak, to wprost konieczne, bo w tej reszcie chrześcijan jest ocalenie świata. Przecież nie miecz zabija, ale człowiek zabija mieczem. Przecież nam została przez Boga powierzona ziemia i my ją mamy ocalić, zanim będzie do cna oskalpowana. Ale ilu nas jest? Nie trzeba armii, wystarczy 12 rybaków z Galilei, wystarczy 10 sprawiedliwych, wystarczy Mojżesz ze wzniesionymi ku niebu rękami.
Usnęliście, kochani chrześcijanie, i nieprzyjazny człowiek w nocy zasiał wam chwasty. Nie czekaliście gospodarza i złodziej wdarł się do waszego domu i zlękliście się krzykliwego zła i patrzycie na ludzi, którzy nie stawiają w zdaniach kropek, a Chrystus powiedział: Mów: Tak, tak. Nie, nie. A reszta jest od diabła. Jak więc mówić do tych ludzi, abyśmy ocaleli? Jeśli oni nie znają już ludzkiego języka, czy jeszcze można nauczyć ich, jak być człowiekiem? Tak, oni jeszcze wiedzą, oni jeszcze czują. Nie, nie trzeba mówić, ale trzeba nam mieć moc Franciszka z Asyżu i iść aż przed oblicze sułtana, i zwyciężyć bez oręża. Tylko nasze chrześcijaństwo tak zwietrzało, a miało być solą ziemi. Nawet się nie przyda na posypanie ulic. Tylko nasze chrześcijaństwo przestało być światłością dla świata, więc szukają ludzie innych dróg, a nas, kopcących, zrzucają ze świeczników i nie chwalą ludzie Boga w niebie, bo nie widzą naszych dobrych uczynków”.
*
Panie Jezu, stając z nadzieją wobec Ciebie na zakończenie tej świętej i zbawiennej Drogi Krzyżowej, z pokorą, ale i z mocą powtarzam Ci moje „jestem!” – jak wtedy, w katedrze, w kaplicy klasztornej czy parafialnym kościele. A gdybym Ci kiedykolwiek mówił cos innego niż to sakramentalne „tak” – proszę Cię, wejrzyj na słabość moją i niech się to wtedy nie liczy...
*
Oto najprostsze uzasadnienie naszego modlitewnego spotkania w Kalwarii Zebrzydowskiej, zorganizowanego w duchu odpowiedzialności za ludzi powołanych do wyłącznej służby Bożej. Nie da się ukryć, że siostry zakonne, bracia zakonni, alumni, kapłani, biskupi i sam Ojciec Święty ogromie liczą na tę duchową, wspaniałomyślną solidarność, zwłaszcza ze strony swoich najbliższych: rodziców, rodzeństwa, krewnych, przyjaciół – a w końcu wszystkich wiernych, do których są posłani.

Módlmy się z bł. Ojcem Świętym Janem Pawłem II:
Ojcze Święty, popatrz na całą ludzkość,
która stawia pierwsze kroki w trzecim tysiącleciu.
Jej życie mocno dotknięte jest jeszcze
nienawiścią, przemocą i uciskiem,
ale głód sprawiedliwości, prawdy i łaski
nadal znajduje miejsce w sercach wielu,
którzy oczekują świadków zbawienia,
dokonanego przez Ciebie w Twoim Synu Jezusie.
Potrzeba odważnych głosicieli Ewangelii,
ofiarnych sług cierpiącej ludzkości.
Błagamy Ciebie, abyś posłał Twemu Kościołowi
świętych kapłanów, którzy mogą uświęcać Twój lud
narzędziami Twojej łaski.
Poślij licznych zakonników i siostry zakonne,
którzy mogą ukazać Twoją świętość pośród świata.
Poślij do Twojej winnicy świętych robotników,
którzy pracując z żarliwością miłości
i prowadzeni Twoim Duchem
zaniosą zbawienie Chrystusa
aż na krańce świata. Amen.
Ks. Aleksander Radecki, Wrocław

Rozważania Drogi Krzyżowej osób różnych stanów, z X Ogólnopolskiego Nocnego Czuwania modlitewnego (8/9.06.2013) w intencji powołań w Kalwarii Zebrzydowskiej
Dobra myśl
Pragniemy oczyma duszy wpatrywać się w oczy miłosiernego Jezusa, aby w głębi Jego spojrzenia znaleźć oblicze własnego życia. (św. Jan Paweł II)
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Upload/Download
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

27/06/2014 19:26
W dniu dzisiejszym maturzyści odebrali świadectwa dojrzałości, a dzieci i młodzież rozpoczęła upragniony czas wakacji. Życzymy Wam zasłużonego odpoczynku i miłych wakacji! Smile

19/06/2014 11:27
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki - Chrystus zapewnia nas, że sam siebie nam ofiaruje, abyśmy mieli życie dzięki Niemu Smile

15/06/2014 10:03
Bóg zapłać za wspólną modlitwę podczas nocy czuwania w intencji powołań. Z darem modlitwy x. Robert Smile

30/05/2014 09:19
Dziewięć dni przed zesłaniem, prośmy Ducha Bożego, o Jego dary, moc i światło na każdy dzień! Smile

16/05/2014 10:48
Trwa Tydzień Modlitw Powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego (11-17.05.2014). Prosimy Was o dar modlitwy za nas - powołanych i za młodych stających przed wyborem drogi życiowej. Wink