Portal Duszpasterstwa Powołań OO. Bernardynów
Licznik
Do dni skupienia

w klasztorze w Leżajsku
Ankieta
Jakie odkrywasz (bądź już realizujesz) swoje życiowe powołanie?

W małżeństwie/rodzinie

W życiu zakonnym

w życiu zakonnym i kapłańskim

w życiu kapłańskim

W stanie wolnym

Jeszcze nie wiem

01. Miastkówka
Z życia i działalności o. Martyniana Darzyckiego na Ukrainie

Miastkówka, inaczej – i bardziej dziś urzędowo – Gorodkowka jest niewielkim miasteczkiem, położonym w powiecie (rejonie) Krzyżopol, winnickim województwie (obłasti), w malowniczej dolinie, otoczonej ze wszystkich stron wzgórzami i jarami, typowymi dla krajobrazu Podola. Uroku dodają osadzie widoczne w dolinie i na zboczach wzniesień kępy lasów, o różnym drzewostanie – jesionach, przeplatanych gdzie niegdzie dębem, topolą czy olchą, mieniących się wiosną i latem wszelkimi odcieniami zieleni i seledynu, a złotem w słoneczne październikowe dni. Nad całą doliną Miastkówki góruje rozległa cukrownia, wzniesiona niedawno, bo w 1985 roku przez polskich budowniczych – jedyny duży zakład przemysłowy w tej miejscowości i jej okolicach. Poza tym cicho tu, spokojnie, przytulnie.

Cała Miastkówka tonie w zieleni, rozpościerającej się wśród jarów i na zboczach wzgórz w dolinie niewielkiej rzeczułki Markówki. Domy przeważnie białego koloru, głównie parterowe lub jednopiętrowe, gdzie niegdzie nieco wyższe, zbudowane najczęściej z białego podolskiego wapiennego głazu, trwałego i odpornego na działanie czynników atmosferycznych. Patrząc z góry widzi się przede wszystkim dachy i po trosze ściany budynków mieszkalnych. Reszta ukryta jest wśród wyniosłych drzew, krzewów i przydomowych sadów.

Nad takim to krajobrazem, przyjemnym i miłym dla oka, dominują widoczne z daleka trzy wieże świątyń: dwu cerkwi i kościoła rzymskokatolickiego. Ten ostatni, pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, otaczają obszernym kołem ozdobne krzewy i górujące nad nimi dorodne świerki, z cicha szumiące o każdej porze dnia i nocy, jakby w modlitewnej zadumie. Ściany świątyni rysują się pięknie na tle zieleni nieskazitelną prawie bielą z kremowymi, symetrycznie ułożonymi pasami. Fronton kościoła zdobią z dwu stron powyżej głównego wejścia posągi świętych, zaś w górze, pod samym szczytem widnieje figura Najświętszej Maryi Panny, patrzącej łagodnie na wiernych i zapraszającej w geście powitalnym do wnętrza świątyni otwartymi przyjaźnie ramionami. Wokół kościoła biegnie betonowy po bokach, środkiem wyłożony płytami chodnik, pozwalający nawet w słoty i niepogody przejść spokojnie zarówno do wnętrza świątyni, jak i drugiej zakrystii, pełniącej funkcję pokoju mieszkalnego proboszcza.

Patrzącemu od bramy wjazdowej na plac kościelny rzuca się w oczy po prawej stronie duży murowany dom, częściowo jeszcze w rusztowaniach, przesłonięty od frontu wspomnianymi świerkami. To przyszły, planowany już dziś – klasztor OO. Bernardynów. Dawniej budynek należał również do kościoła i parafii, i pełnił funkcję plebanii. Dziś dobudowuje się do niego skrzydło, które poważnie zwiększy jego kubaturę. Potem zabrany przez władze komunistyczne, służył im przez wiele lat. Niedawno odzyskany, stanowi dziś część składową całego obiektu sakralnego. Będzie w przyszłości pomieszczeniem dla ojców i braci zakonnych, którzy poprowadzą dalej dzieło krzewienia wiary Chrystusowej na tych rozległych obszarach Naddnieprzańskiej Ukrainy.

Wspomniana wyżej zakrystia – skromne pomieszczenie – to mieszkanie o. Martyniana, gospodarza tego obiektu, księdza prałata, bernardyna, na którego życie złożyło się tyle najrozmaitszych perypetii, przygód i zdarzeń, zarówno tragicznych, jak i przyjemnych, że wystarczyłoby ich dla wielu, aby uczynić ich żywoty barwnymi i niezwykłymi, godnymi zainteresowania przyszłych historyków i biografów. Sam o. Martynian twierdzi skromnie, iż wszystko, co przeżył i przecierpiał oraz wszystko, czego dokonał, było dziełem nie jego, lecz Stwórcy, który zwykle wybiera sobie upatrzonego człowieka jako narzędzie odwiecznych planów kreacji świata. Od tego twierdzenia nie odstępuje w żadnej rozmowie i opowieściach o minionym czasie.

Tuż obok kościoła – kuchnia. Maleńki i niski budyneczek, ledwie widoczny spoza krzewów i gałęzi otaczających go drzew. Niepokaźny ów zakątek, z daleka podobny do ukrytej w ogrodzie altanki, zawiera w sobie kawał historii minionych lat i elementy prawdziwego ówczesnego życia. Opowiada o nim o. Martynian, że jego budowa trwała kilkanaście lat. Władze sowieckie nie dawały zezwolenia na stawianie czegokolwiek i jakichkolwiek budowli mających związek z kultem religijnym. A kuchnia była przecież niezbędna, jak zawsze i wszędzie, gdzie żyją ludzie. Nie pozostawało nic innego, jak tylko szukanie drogi wyjścia pozaprawnej, nielegalnej. Po długich rozważaniach znaleziono sposób: posadzono wzdłuż muru drzewa i krzewy, otoczono je z trzech stron cienkimi deszczułkami z opakowań, sporządzono prymitywny dach z papy, a po latach przedłużono dach i urządzono „stołówkę”. Po 10 latach, w 1967 r., wykopano dół, podniesiono mur kościelny, gdyż drzewa zdążyły go już zasłonić i z miejscowej ziemi (błota) wyrabiano rodzaj cegły do budowy ścian. W miarę zmian personalnych miejscowego urzędu podejmowano w wykopie budowę kuchni tak, by nowy „naczalnik” zastał już zakończoną robotę. W ten sposób powstała letnia kuchnia, którą coraz to powiększano, aby po 20 latach prac budowlanych otrzymać obecny obiekt – nie tylko letnią, lecz całoroczną kuchnię wraz ze stołówką. Przyjmuje się w niej najbardziej dostojnych gości z biskupami włącznie. Do obecnego roku pełniła nawet funkcję refektarza. Trzeba dodać, że kuchnię wznosiły wyłącznie kobiety, na które urzędnicy zwracali mniejszą uwagę, a może nawet nie podejrzewali, ze zdolne są one do tego rodzaju czynności. Wspomina żyjąca jeszcze jedna z dzielnych murarek (Helena Furmaniuk, mieszkanka Miastkówki. Relacja w posiadaniu autora), że kładły uważnie cegły lub kamienie na zaprawę murarską, obserwując nieustannie okolicę. Gdy ukazywał się jakikolwiek przechodzień lub zawarczał za zakrętem pojazd mechaniczny, szybko przerywały pracę, pochylały się nisko i kryły za murem, spoglądając ostrożnie spoza liści i gałązek, czy „nieprzyjaciel” zniknął już poza domami albo w zaroślach za zakrętem drogi. Wtedy znowu przystępowały do przerwanej pracy, nadal z tym samym napięciem i pośpiechem budowy.

Wzniesiona „budowla”, to maleńkie, ciasne pomieszczenie o kilkunastu metrach kwadratowych powierzchni, przylegający do niej skromniutki kącik dla kucharki i o kilka stopni niżej podłużna salka jadalna, gdzie obsługa kościoła, zaproszeni goście, przypadkowi przyjezdni, a tych w Miastkówce nigdy nie brakuje, spożywają posiłki. Często po skończonym obiedzie, gdy nie ma ważnych zajęć, toczą się tu dłuższe rozmowy i narady, tu powstają niejednokrotnie plany na przyszłość, inspirowane głównie przez o. Martyniana, a potem w jadalni spokojnie dyskutowane i konsultowane już w szerszym gronie zainteresowanych. Tu wreszcie uczestnicy dzielą się uwagami i wiadomościami z życia Kościoła na Ukrainie i świecie, informacjami z kraju, z zagranicy. To szczupłe, niepozorne pomieszczenie, z podłużnym stołem pośrodku, malutkim okienkiem w szczycie i paroma obrazami o treści religijnej na ścianach stało się miejscem niezwykle przytulnym, tchnącym rodzinnym ciepłem i wzajemną miłością. Tylko że na dłuższe pogawędki zwykle brakuje czasu. A na szczególnie ważne rozmowy o. Martynian zaprasza współpracowników do swego pokoju, równie skromnego, jak całe to obejście, by tam podjąć ostateczne i wiążące decyzje.

Nieco później do kuchni dobudowano garaż, będący równocześnie magazynkiem na różne drobiazgi natury technicznej, jak młotki, siekiery, szpadle itp. narzędzia gospodarskie. Także ten budyneczek osłaniają naokoło gałązki drzew i krzewów, bo zieleń rozpościera się w Miastkówce na każdym kroku.

Odzyskany niedawno budynek byłej plebanii wraz z dobudowywaną obecnie dalszą jego częścią, jak wspomniano wyżej, służyć będzie w przyszłości jako pomieszczenia klasztorne. Już teraz mieszkają tam oprócz współpracowników o. Martyniana – o. Tadeusza i o. Zenobiusza – również młodzi postulanci, kandydaci do Seminarium Duchownego. W budynku tym znajduje się biblioteka parafialna, całkiem nieźle, jak na tamtejsze warunki, zaopatrzona, sala wykładowa dla postulantów, pokoje gościnne i inne pomieszczenia, niezbędne do funkcjonowania parafii i stworzenia warunków pracy i nauki przyszłych alumnów. Cała budowla prezentuje się okazale i po ukończeniu remontów oraz rozbudowie powinna doskonale spełniać przeznaczone jej zadanie.

Ale budowlą centralną i spośród wszystkich najważniejszą jest, oczywiście kościół. Niewielki, estetyczny, miły, zadbany. Wszędzie ład i porządek. Kościół to stary, wzniesiony przez Lubomirskich w 1747 roku, odnowiony w 38 lat później przez Bielińskiego. W tym mniej więcej czasie powstała także w niedalekiej Dymitrówce kaplica filialna kościoła. Około czterech tysięcy parafian miało więc swoją świątynię i korzystało z niej przez wiele dziesiątków lat, aż do rewolucji rosyjskiej w 1917 roku. W latach późniejszych, kiedy to, jak wiadomo, bolszewicy rozpoczęli wyniszczanie wiary, a zaczynali od zamykania kościołów i likwidacji księży, wszystko zaczęło upadać, pustoszeć, zamieniać się w ruinę. Podobny los spotkał i kościół w Miastkówce. Zabrano nawet całe wyposażenie kościoła, ogołocono zakrystię, potem wszystko złożono na pobliskim polu i spalono. Na szczęście nie ma już dziś śladów po tamtych koszmarnych czasach i nic nie stoi na przeszkodzie w rozwoju normalnego życia religijnego, poza trudnościami materialnymi, ale to ogólna bolączka tej części Europy.

Kościół w Miastkówce może pomieścić jednorazowo około 800 osób, a może i więcej. Nie różni się niczym od przeciętnego późno barokowego kościoła w Polsce. W ołtarzu głównym u góry, pod sufitem – Chrystus na krzyżu – rzeźba drewniana. Niżej obraz Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej. Pod obrazem tabernakulum dwupoziomowe: część górna, węższa, ma kształt kapliczki z płaskorzeźbą Chrystusa na krzyżu, a po jej opuszczeniu ukazuje się monstrancja z Hostią, jasno oświetlona. Podczas nabożeństw z wystawieniem Najświętszego Sakramentu w maju, czerwcu i październiku opuszcza się tylko przednią ściankę. Również obraz Matki Bożej powyżej tabernakulum po opuszczeniu w dół odsłania obszerną wnękę, wybitą niebieską tkaniną, starannie i gustownie udrapowaną, z wysoką figurą Niepokalanej, w aureoli z gwiazd – żarzących się maleńkich żaróweczek. Ołtarz po odbudowie zachował w znacznym stopniu dawną formę wraz z czterema rzeźbami aniołów i dwoma posągami świętych – Piotra i Pawła. A i nabożeństwa przy nim odprawia się według dawnych, przedsoborowych zasad: kapłan zwrócony jest, jak w latach przedsoborowych, przodem do Przenajświętszego Sakramentu, tylko w określonych momentach zwraca się twarzą ku zgromadzonym wiernym.

Dwa boczne ołtarze wyglądają również bardzo estetycznie. Starannie odnowione, zachowują styl z końca drugiej połowy XVIII stulecia. W prawym dominuje nad całością postać Chrystusa, nad nią w górze obraz Świętej Rodziny. W lewym poniżej św. Jan Chrzciciel patron kościoła, a wysoko obraz przedstawiający św. Franciszka. Z boków stylowe pilastry – imitacja marmuru – dodają świątyni dostojeństwa, powagi, okazałości i mile przyciągają wzrok. Świątynia jest jednonawowa, wypełniona ławkami, nieco już wysłużonymi przez długie lata użytkowania. Z przodu balaski biegnące półkolem wokół prezbiterium, na ścianach stacje Drogi Krzyżowej, organy na chórze – wszystko to zdaje się odsuwać w daleką przeszłość lata prześladowań i bezbożnictwa. Cała posadzka wyłożona plecionką chodnikową o specyficznym zapachu, miękką, w formie szachownicy, w kolorze szarozielonym i beżowym tłumi kroki, tak że w świątyni panuje zawsze cisza, przerywana jedynie mimowolnymi chrząknięciami lub delikatnym szeptem pacierzy, oraz zachowuje w zimie wyższą temperaturę. W kruchcie, po lewej stronie bardzo ciekawie i pomysłowo ustawiony konfesjonał, o którym będzie jeszcze mowa.

Kościół i parafia w Miastkówce stały się w tym rejonie, podobnie jak niegdyś, ośrodkiem życia religijnego, a poniekąd także ośrodkiem polskości. Wokół kościoła skupiają się i ku niemu ciążą wierni z odległych nawet okolic, gdzieś z kierunków odległego Czeczelnika, Tomaszpola, Krzyżopola czy Jampola, mimo że i tam istnieją już parafie, są kościoły i pracują z oddaniem kapłani katoliccy. Bo Miastkówka zdobyła sławę i rozgłos, autorytet i uznanie nie tylko wśród swoich. Wyczuwa się to dość wyraźnie w rozmowach z mieszkańcami omawianej miejscowości, a także innych, bliżej czy dalej położonych. Czuje się również wyraźnie, że i obecni parafianie, i dawni, z innych rejonów, gdzie był proboszczem o. Martynian, darzą tutejszą świątynię, a przede wszystkim jej administratora – księdza Darzyckiego – prawdziwą miłością. Lgną także do Ołtarza Pańskiego, dając wyraz swemu przywiązaniu do wiary ojców i dziadów i do swych duchowych przywódców.

Skąd ten rozgłos i sława niepozornego, choć malowniczo położonego miasteczka i ośrodka kościelnego z około ośmioma tysiącami mieszkańców? Kościół, jak już powiedziano, prezentuje się wyjątkowo ładnie, ale nie na tyle, by mógł uchodzić za budowlę o nadzwyczajnych cechach architektonicznych. Otoczenie również przyjemne i malownicze nawet dla oka obojętnego przechodnia, lecz są w okolicy miejsca nie mniej urozmaicone, a nie cieszą się zbytnią popularnością.

A więc?

Magnesem przyciągającym ludzkie serca do katolickiej świątyni w Miastkówce jest obok – rzecz oczywista – samego sacrum także postać legendarnego już niemal o. Martyniana, skromnego zakonnika, wiecznie zapracowanego, czymś zajętego, a mimo to zawsze znajdującego czas dla wszystkich – miejscowych i przybyszów nawet z dalekich stron, z miłym uśmiechem i pogodnym wejrzeniem witającego zarówno znajomych jak i obcych, swoich parafian, jak i innowierców, tak dorosłych, jak i dzieci. Twarz kapłana ze śladami przebytych cierpień, katorgi, wieloletniej tułaczki, zachowała jednak wyraz niezwykłej pogody, promieniując jakimś wyższym nad przeciętność szczęściem, a dobre słowa, pełne powagi przeplatają się ze zwrotami żartobliwymi, beztroskimi, tryskającymi wielokrotnie humorem i wesołością. Aż dziw, skąd w człowieku sięgającym ósmego krzyżyka tyle dobrego samopoczucia, radości życia, radości nie zabitej ani przez łagry, ani przez sowieckie więzienia, przez nieustanną wieloletnią inwigilację i prześladowania. „To łaska Boża tak naszego Ojca trzyma” – mówią pełnym głębokiego przekonania głosem miastkowiccy parafianie (Rozmowa z pracownicą kuchni, imieniem Róża. Nagranie w zbiorach autora), dla których jest on nie tylko ojcem duchownym. Patrząc na ich pełne miłości i szacunku spojrzenia odnosi się wrażenie, że jest on kochany jak własny, prawdziwy ojciec i niezawodny opiekun, troskliwy i zawsze gotowy do niesienia pomocy każdemu potrzebującemu. To niewątpliwy dar Opatrzności dla tego umęczonego polskiego ludu. A co najważniejsze – o. Martynian trwał na miastkowickim, i nie tylko, posterunku wtedy, gdy w ośmiu okolicznych powiatach nie było ani jednego kapłana, gdy musiał znosić nadludzkie zmęczenie, przykrości od ówczesnych władz, przemierzać w prymitywnych warunkach ogromne przestrzenie i służyć posługą duszpasterską pozbawionych przez tyle, tyle lat wiernym. Tym przede wszystkim zasłużył sobie Ojciec na wdzięczność i szacunek ukraińskich katolików.

w: Leon Karłowicz, „Ciernista droga. Życie i działalność o. Martyniana Darzyckiego OFM na Ukrainie, więźnia Kołymy", Kraków 1997, s. 9–16

Dobra myśl
Pragniemy oczyma duszy wpatrywać się w oczy miłosiernego Jezusa, aby w głębi Jego spojrzenia znaleźć oblicze własnego życia. (św. Jan Paweł II)
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Upload/Download
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

27/06/2014 19:26
W dniu dzisiejszym maturzyści odebrali świadectwa dojrzałości, a dzieci i młodzież rozpoczęła upragniony czas wakacji. Życzymy Wam zasłużonego odpoczynku i miłych wakacji! Smile

19/06/2014 11:27
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki - Chrystus zapewnia nas, że sam siebie nam ofiaruje, abyśmy mieli życie dzięki Niemu Smile

15/06/2014 10:03
Bóg zapłać za wspólną modlitwę podczas nocy czuwania w intencji powołań. Z darem modlitwy x. Robert Smile

30/05/2014 09:19
Dziewięć dni przed zesłaniem, prośmy Ducha Bożego, o Jego dary, moc i światło na każdy dzień! Smile

16/05/2014 10:48
Trwa Tydzień Modlitw Powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego (11-17.05.2014). Prosimy Was o dar modlitwy za nas - powołanych i za młodych stających przed wyborem drogi życiowej. Wink